niedziela, 10 maja 2009

Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach

Nareszcie zdobyłam nową książkę Widłaka. Nietypową, bo tym razem nie Pies Pypeć, Kaczka Katastrofa, Pan Kuleczka czy Mucha Bzyk-Bzyk są jej bohaterami. A kto jest? Wierzbownik, Spragniony, Karmiący Ptaki, Puszczający Stateczki, Parasolnik, Rapsodnik i inne postacie. Co je łączy? Wszystkie mają wielkie kapelusze i są krasnalami. Gdy po raz pierwszy sięgnęłam po tę książkę byłam trochę zaskoczna. Ale zacznijmy od początku...

Na początku była fontanna. Fontanna przed Teatrem Lalek we Wrocławiu stworzona przez znanego ilustratora książek dla dzieci - pana Pawła Pawlaka. I właśnie tę fontannę zamieszkują bohaterowie książki. Każdy z nich zajmuje się czymś innym... Jeden z nich siedzi na drzewie czytając książki, inny trzyma parasol, kolejny karmi ptaki. Każdy z nich ma swoje miejsce i swoje własne zajęcie. Każdy jest niepowtarzalny i niezwykły. Ale to nie jedyne krasnale we Wrocławiu. Całe miasto jest ich pełne. Jeden z nich wspina się na latarnię, inny trzyma nadziany na widelec pieróg, jeszcze inny jeździ na starym projektorze niczym na rowerze... podobno jest ich ponad 50... a może nawet jeszcze więcej? Ich imiona (choć nie zawsze) dopasowane są do czynności jaką akurat wykonują - mamy więc Pierożnika, Gołębnika, Strażnika, Śpiocha, Bibliofila, Wodniaka i wiele wiele innych. Sama nigdy nie odwiedziłam Wrocławia, ale teraz już zaczynam planować kiedy w końcu się tam wybiorę i poszukam krasnali.

Wróćmy jednak do książki. Każdy rozdział opowiada historię jednej z postaci. Skąd się tam wzięła i co właściwie robi? Czyta się ją jednym tchem, a gdy się skończy czyta natychmiast jeszcze raz i jeszcze raz. Bo jest to jedna z tych książek, która nigdy się nie nudzi. A jeśli nawet nie chce nam się czytać to samo oglądanie jej jest czymś niesamowitym. Okładka stylizowana jest na starą książkę znalezioną przypadkowo w antykwariacie. Gdy pierwszy raz wzięłam książkę do ręki miałam wrażenie że znalazłam ją na strychu gdzie przeleżała wiele, wiele lat. Ilustracje są przepiękne. Nic dziwnego w końcu to dzieło jednego z naszych najlepszych ilustratorów - wspomnianego już Pawła Pawlaka.

Cóż mogę dodać? Zakochałam się w tej opowieści... niecierpliwie czekam na okazję gdy wybiorę się do Wrocławia, siądę sobie obok fontanny i przeczytam ją jeszcze raz. A potem kto wie? Może nawet zdecyduje się żeby dotknąć nosa Rapsodnika?

7 komentarzy:

  1. Będziesz musiała mi pożyczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. jasne mogę ci przynieść nawet jutro :) to króciutka książeczka ale pełna magii... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mozemy tam pojechac razem:D tez nigdy nie bylam we wroclawiu..

    troche masz do dupy ten blog, bo sie nie da normalnie podpisac, tylko jako konrad.... o_O

    OdpowiedzUsuń
  4. da się tylko musisz mieć konto na google :P no nic będzie po prostu dużo Konrada w komentach :D

    OdpowiedzUsuń
  5. ale ja nie chce miec konta na google.

    OdpowiedzUsuń